Odchudzam się. Nawet, nawet mi to wychodzi. Jak

wt., 04/22/2008 - 13:27

Odchudzam się. Nawet, nawet mi to wychodzi. Jak ja zazdroszczę mojej kumpeli, która wpieprza wszystko co jej nie ucieka, a chuda jest jak glizda. Ja nie mam tak dobrze. Może dlatego, że mam pracę siedzącą? Przez kilka lat pracowałam w butikach i perfumeriach, całe dnie byłam w ruchu to i figura była lepsza. Źle nie jest, prosze mnie sobie nie wyobrażać, jako hipopotama jakiegoś utuczonego.Zawsze jednak może być lepiej. Po prostu zanim dupskiem za biurkiem nie usiadłam, byłam bardzo szczupła. Przy 170 cm wzrostu ważyłam ok 52kg.Teraz przybyło mi troszeczkę, a to dla osoby, która wiecznie musi coś w sobie poprawiać nie jest sytuacją komfortową, umówmy się. Z jedzeniem sobie radzę. Nie mam problemów, żeby sobie czegoś odmówić. Słodyczy nie lubię, więc jem je naprawde bardzo żadko.Gorzej mają te pożeracze ptysiowe, albo amatorki mięska pieczonego. Znam taką jedną głupią, która 5 lat sie odchudza i dalej z 80 waży. W ciągu dnia, tak dla pozoru jada chlebek razowy z pomidorkiem bądź ogóreczkiem, serkiem light. Szkoda tylko, że jak wieczorem do domu wraca to z kuchni się jej aż kurzy. Słuchajcie łuna idzie. Fryty się smażą, kotleciki pieką, drineczki z sokami się robią. I tak do 23 a potem idzie spać. A od rana znowu się odchudza i wszystkim opowiada na jakiej to jest diecie i pojąć nie może dlaczego bez efektu.
Ręce opadają.Ja to pić bym mogła troche mniej. No nic nie poradzę, napić się lubię. Zawsze jak narozrabiam to mnie takie refleksje nachodzą.